26.04.2012

Mojżesz i krzak gorejący

















Adam Ligęza SP - Michał Wilk 
Rozmowy o Biblii (cz. 9)


Izrael w Egipcie

Adam Ligęza: „Potem umarł Józef i wszyscy jego bracia, i całe to pokolenie. A synowie Izraela rozradzali się, pomnażali, potężnieli i umacniali się coraz bardziej, tak że cały kraj się nimi napełnił” (Wj 1,6-7) — tak rozpoczyna się Księga Wyjścia, czyli kolejny etap historii Izraela. Kończą się opowieści o Józefie, a na scenie za moment pojawi się nowy bohater — Mojżesz...
 
Michał Wilk: Wraz z Księgą Rodzaju kończą się także opowieści o patriarchach. Dochodzimy do zupełnie nowej tradycji, w której Izraelici będą ukazani jako naród wybrany. Dotąd przyglądaliśmy się historii poszczególnych rodzin, teraz zajmiemy się historią całego narodu — poznamy dwanaście pokoleń Izraela, będziemy świadkami zawarcia przymierza, dowiemy się, czym jest Prawo regulujące religijne i społeczne życie tegoż narodu.
 
Ale między kolejnymi etapami historii jest zachowana ciągłość, prawda?
 
Oczywiście. Dwanaście pokoleń Izraela pochodzi od dwunastu synów patriarchy Jakuba. Wzmianka o tym, że Izraelici rozmnażali się i stali się potężnym narodem (por. Wj 1,7) jest wypełnieniem błogosławieństwa z Księgi Rodzaju i obietnic danych patriarchom (por. Rdz 1,28; 9,1; 12,2; 17,2-6; 48,4). Bóg, przedstawiając się Mojżeszowi i pierwszy raz objawiając człowiekowi swe imię — Jahwe — powie: Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba (Wj 3,6). Jedność tradycji jest więc zachowana, ale perspektywa historyczna, teologiczna, a nawet socjologiczna w Księdze Wyjścia jest zupełnie inna. Pan Bóg jest ten sam, ale doświadczenie religijne 
Izraelitów jest teraz zupełnie nowe. Pan wywiedzie Izraelitów potężną ręką z kraju niewoli, a następnie uczyni swoim wybranym narodem. I w tym sensie mówimy o nowym etapie religii — o tzw. religii jahwistycznej.
 
Już na początku Księgi Wyjścia mowa o dwóch wielkich nieszczęściach, które spotkały Izraelitów, gdy przebywali jeszcze w Egipcie: „Ustanowiono nad nim przełożonych robót publicznych, aby go uciskali ciężkimi pracami. Budowano wówczas dla faraona miasta na składy: Pitom i Ramses” (Wj 1,11). A następnie autor natchniony pisze: „Egipcjanie bezwzględnie zmuszali synów Izraela do ciężkich prac i uprzykrzali im życie uciążliwą pracą przy glinie i cegle oraz różnymi pracami na polu” (Wj 1,13-14).
 
W tym wstępie w zaledwie kilku wersetach aż pięć razy powtarza się rdzeń ‘bd, w rozmaity sposób opisując niewolę Izraelitów. Miasta Pitom i Ramses są więc symbolami nieszczęścia i niewoli. Pierwsze zdania Księgi Wyjścia mówią o ogromnym nieszczęściu, które nieoczekiwanie dotknęło Izraelitów. To jest bardzo dobry punkt wyjścia do opowiedzenia fascynującej historii o Bogu, który jest wolnością, i o narodzie, który odzyskał wolność.

Czy pobyt Izraelitów w Egipcie jest potwierdzony przez historyków?

Dziś właściwie już tak... Poza relacją biblijną wiele innych świadectw wskazuje na to, że faktycznie był taki czas, kiedy w Egipcie przebywali Azjaci. Podam kilka argumentów pochodzących z archeologii... Znany jest egipski papirus, w którym wymienione zostało 40 niewolnic. Wszystkie mają semickie imiona, a jedna nazywa się Szifra, czyli tak samo jak położna wezwana do faraona, o której mowa w Wj 1,15. Inny argument: tzw. Papirus Anastasi 5 pochodzący z XIII wieku przed Chr. wspomina żołnierza, który szukał dwóch niewolników przy wschodniej granicy Egiptu. Ci prawdopodobnie uciekli na pustynię, gdyż zwiadowca widział ich niedaleko Migdol, miasta leżącego na trasie wyjścia Izraelitów i wspominane jest w Lb 33,7. Jeszcze inny przykład: w Biblii czytamy, że Izraelici musieli pracować w Egipcie przy wyrabianiu cegieł. Jedno z przepięknych malowideł znalezionych w grobowcu Rechmira, władcy z XV wieku przed Chr., faktycznie przedstawia niewolników pracujących przy cegłach. Kolejnym, być może najbardziej znanym śladem obecności Izraela w Egipcie, jest słynna Stela Merenptaha zawierająca nazwę Izrael. Ciekawe omówienie i analizę tych i wielu innych odkryć archeologicznych zaproponowali niedawno N.M. Sarna i H. Shanks w książce pt. Ancient Israel. From Abraham to the Roman Destruction of the Temple.
 
Jeżeli Izraelici przebywali w Egipcie, to o jakim okresie mówimy?
 
Niektórzy bibliści uważają, że miało to miejsce w XV wieku, za faraonów Tutmozisa III (1479-1425) i Amenofisa (1425-1401). 
Wtedy Kanaan był pod kontrolą Egiptu. Niemniej jednak zdecydowana większość uczonych uważa, że wydarzenia z Księgi Wyjścia trzeba datować raczej na XIII wiek przed Chr. Sama obecność miasta Ramzes w Biblii wskazuje na faraona Ramzesa II panującego w latach 1279-1213. I tu taka ciekawostka... Wzmianka o pracach budowlanych w mieście Ramzes zachowała się do naszych czasów w tzw. Papirusie Leiden 348. W tym dokumencie czytamy, że jeden z urzędników faraona rozkazał nadzorcom robót, by wydzielali jedzenie niejakim ‘apiru. 
Niektórzy archeolodzy są zdania, że tajemnicze słowo ‘apiru należy czytać jako ‘ibri, co w wielu innych inskrypcjach oznacza Hebrajczyków. Trudno jednoznacznie wykazać słuszność tej teorii, ale wydaje się, że hipoteza wskazująca na XIII wiek przed Chr. — mimo wszystko — jest bardziej prawdopodobna.
 
Wróćmy do tekstu Biblii. Zmuszanie Izraelitów do ciężkiej pracy miało ograniczyć liczbę ich urodzeń. Tymczasem szybko okazuje się, że zamierzony skutek nie został osiągnięty, a faraon wydaje kolejny okrutny rozkaz: „Jeśli w rodzinie Izraelskiej urodzi się chłopiec, to winniście go zabić, a jeśli dziewczynka, to zostawcie ją przy życiu” (Wj 1,16).
 
Spróbujmy rozszyfrować zawarty w tej informacji sens teologiczny... Jak powiedzieliśmy, wzmianka o tym, że Izraelici rozmnażali się i stali się potężnym narodem (por. Wyj 1,7) jest wypełnieniem błogosławieństwa z Księgi Rodzaju i obietnic danych patriarchom (por. Rdz 1,28; 9,1-7; 12,2; 17,2-6; 48,4). Co więcej, w Księdze Wyjścia Boga po raz pierwszy przywołuje się wprost w momencie, gdy mowa o nowo narodzonych Izraelitach (por. Wj 1,15.20-21). Bóg jest więc Bogiem życia, a faraon — wprost przeciwnie — przyczyną śmierci, siłą zła... Bóg Izraelitów i władca Egiptu stoją po dwóch przeciwnych stronach sceny i oznaczają dwie przeciwne opcje: życie i śmierć. Co więcej, już tu, na samym początku, mamy zapowiedź biblijnej konfrontacji życia i śmierci, która później powtórzy się wiele razy: siły zła i śmierci na pierwszy rzut oka zawsze będą o wiele potężniejsze, a jednak nie zdołają zniszczyć życia. Faraon kazał uciskać i znęcać się nad Izraelitami, a jednak ci nadal stawali się potężnym narodem...

W takim razie symboliczna staje się w księdze również geografia — Egipt jest krainą śmierci, a Kanaan — Ziemią Obiecaną, ziemią życia.

Świetnie! Rozumiesz zatem, czym dla Izraelitów będzie przejście przez Morze Czerwone?

Przejściem od śmierci do życia...

Tak. I to nie tylko w sensie politycznym, lecz przede wszystkim duchowym: od bycia-bez-Boga do bycia ludem Boga. To tutaj, w Księdze Wyjścia, Bóg objawi swoje imię...
 
Realizacja planu Bożego rozpoczyna się od wprowadzenia na scenę nowego bohatera — Mojżesza... To ten, o którym autor Dziejów Apostolskich napisał, że był człowiekiem 
„miłym Bogu” (por. Dz 7,20).
 
Zwróć uwagę na piękne egipskie brzmienie imienia: słowo Mojżesz (hebr. Mōše) brzmi nawet w innym egipskim imieniu, które przysługiwało potężnym faraonom: Tut-mozis. Dosłownie oznacza ono: począć się, narodzić.

Tak? Więc dlaczego autor biblijny napisał, że córka faraona „dała mu imię Mojżesz, mówiąc: «Bo wydobyłam go z wody»” (Wj 2,10)?

Autor biblijny doszukuje się hebrajskiego pochodzenia słowa w terminie māshâ, co znaczy: wydobyć, uratować. Taka ludowa etymologia z filologicznego punktu widzenia jest mało prawdopodobna, natomiast jest ona o tyle istotna, że wskazuje na konieczność czytania imienia chłopca przez pryzmat biblijnej, a nie egipskiej symboliki. Dano mu na imię Mojżesz, gdyż został wydobyty z wody... Przypomnij sobie znaczenie wód zalewających świat w czasie potopu — symbolu śmierci, chaosu, niebytu. Pamiętasz, jak mówiłem, że słowo tēbâ pojawia się w Biblii tylko dwa razy i oznacza Arkę Noego oraz kosz, w którym umieszczono Mojżesza? Otóż chłopiec wydobyty z wody — hebrajskie sformułowanie min-hammayim mešîtihû można też przetłumaczyć: ocalony z wody — to ten, który ocali Izraela, wyprowadzając go z królestwa śmierci i chaosu.

Przed nim rozstąpią się wody morza, a Izraelici pójdą ku krainie życia po suchym piasku...

Widzisz, że w opowiadaniu o narodzinach Mojżesza jest ukryta zapowiedź jego powołania i przyszłej misji... Inna ciekawostka wiąże się z brzmieniem języka hebrajskiego. Języki semickie mają olbrzymie możliwości dźwiękonaśladowcze, a poezja hebrajska często wykorzystuje różne ciekawe efekty brzmieniowe. Otóż w wielu tekstach hebrajskich, gdy mowa jest o zagrażających człowiekowi wodach morza czy kłębiących się falach oceanu, często pojawia się charakterystyczne nagromadzenie dźwięków: m, a niekiedy: m i sz. Trochę jak w polskim zestawieniu szum morza. Tak jakby autorzy próbowali oddać brzmieniem przerażający hałas morskich bałwanów, a długa spółgłoska m nadawałaby się do tego najbardziej...

Ps 130,1 Z głębokości wołam do Ciebie, Panie...
Mimma ‘ămaqqîm qerā’tîkā
Ps 98,7 Niech szumi morze i to, co je napełnia...
Yir‘am hayyām ûmelō’ô
Iz 17,12 Ach, wrzawa mnogich ludów! jak łoskot morza, tak huczą. Ach, rozgwar narodów! jak szum fal potężnych, tak szumią.
Hôy hămôn ‘ammîm rabbîm kahămôt yammîm yehěmāyûn ûše’ôn l e’ummîm kiš’ôn mayim kabbîrîm yiššā’ûn

I już wracam do opowiadania... Chłopcu dano na imię Mojżesz, gdyż został wydobyty z wody... Po hebrajsku brzmi to: dano mu na imię Mōše, bo min-hammayim mešîtihû. Imię głównego bohatera nie tylko zapowiada jego powołanie jako symbol! Wypowiadając to imię, możemy już teraz słyszeć w nim przerażający szum groźnych bałwanów morskich, pośród których Izraelici pójdą kiedyś do Ziemi Obiecanej...

To jest niesamowite...

To prawda...
 
Idźmy dalej... Wszyscy znamy opowieść o narodzinach Mojżesza. Pewna kobieta urodziła syna. Ukrywała go przez trzy miesiące, a następnie, nie mogąc dłużej go chować, wzięła skrzynkę z papirusu, powlekła ją żywicą i smołą, a następnie, włożywszy w nią dziecko, umieściła w sitowiu na brzegu rzeki. Chłopca znalazła córka faraona. Oddała go jego matce na czas karmienia, a potem, gdy chłopiec podrósł, wychowywał się na dworze faraona.
 
Opowieść o narodzinach Mojżesza ma bardzo interesujące związki z dawną tradycją Wschodu, a konkretnie — z historią państwa akadyjskiego. Historia z Księgi Wyjścia do złudzenia przypomina legendę o narodzinach niejakiego Sargona Wielkiego — władcy państwa, syna pewnej kapłanki. Gdy przyszedł na świat, jego matka ułożyła go w koszyku z trzciny i puściła na rzekę. Dziecko zostało odnalezione przez Akiego, człowieka opiekującego się ogrodami. Ten wychowywał chłopca, dopóki bogini Isztar nie mianowała Sargona królem Akadu. Legenda 
zaczyna się takim oto wołaniem...
 
Ja jestem Sargon, wszechpotężny król Akadu (...).
Moja matka, kapłanka, poczęła mnie i zrodziła w ukryciu.
Ułożyła mnie w koszyku z trzciny, koszyk uszczelniła smołą.
Powierzyła mnie rzece. Wody rzeki nie wzburzyły się nade mną...
(J.B. Pritchard, Ancient Nearn Eastern Texts Relating
to the Old Testament, Princeton 1969, 119)
 
Jest mało prawdopodobne, by tak wiele podobieństw było dziełem przypadku. Niektórzy uczeni nazywają Sargona akadyjskim Mojżeszem. Sargon będzie założycielem i wielkim władcą Imperium Akadyjskiego, zaś Mojżesz da Izraelitom wolność i sprawi, że staną się wielkim narodem.
 
W kolejnych wersetach drugiego rozdziału Księgi Wyjścia przenosimy się w czasie o dobre kilkanaście lat. Kiedy Mojżesz był już młodzieńcem, pewnego dnia zabił jednego z Egipcjan. Bojąc się konsekwencji swego czynu, uciekł do kraju Madianitów, gdzie spotkał Jetrę. Ten dał mu za żonę swoją córkę, Seforę. W ten sposób Mojżesz stał się pasterzem trzód Jetry.

I w ten sposób dochodzimy do trzeciego rozdziału, czyli do fragmentu, który w liturgii Wielkiego Postu czytany jest w Niedzielę III Tygodnia roku C.


Krzak gorejący

Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził pewnego razu owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: «Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?» Gdy zaś Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: «Mojżeszu, Mojżeszu!» 
On zaś odpowiedział: «Oto jestem». Rzekł mu Bóg: «Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą». Powiedział jeszcze Pan: «Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga. Pan mówił: «Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód, na miejsce Kananejczyka, Chetyty, Amoryty, Peryzzyty, Chiwwity i Jebusyty. Teraz oto doszło wołanie Izraelitów do Mnie, bo też naocznie przekonałem się o cierpieniach, jakie im zadają Egipcjanie. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu». A Mojżesz odrzekł Bogu: «Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?» A On powiedział:  «Ja będę z tobą. Znakiem zaś dla ciebie, że Ja cię posłałem, będzie to, że po wyprowadzeniu tego ludu z Egiptu oddacie cześć Bogu na tej górze». Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?» Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». Mówił dalej Bóg do Mojżesza: «Tak powiesz Izraelitom: „JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia (Wj 3,1-15).
 
„Pewnego razu [Mojżesz] zaprowadził owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego”. Czy w Starym Testamencie nie było tak, że kto zobaczył Boga, ten musiał umrzeć?

Racja. W niektórych tradycjach zobaczenie Boga jest jakby przekroczeniem niewidzialnej granicy: przejściem ze sfery profanum do sfery sacrum, czyli czymś, czego człowiekowi czynić nie wolno. 
Jednak Mojżesz — jak zobaczymy później w opisie zawarcia przymierza — w wielu aspektach różni się od innych osób, którym ukazał się Bóg. Jest kimś bardzo szczególnym...

Ale dlaczego Boga nie można było zobaczyć? Dlaczego groziło to śmiercią?
 
Kiedyś, w czasie jednego z wykładów, moja pani profesor od teologii Starego Testamentu próbowała wytłumaczyć tę zagadkę w bardzo oryginalny, interesujący sposób... Otóż chodzi o to, że nasz ludzki sposób widzenia — czy tego chcemy, czy nie — jest aspektowy; rzeczywistość postrzegamy zawsze z jakiegoś punktu widzenia. Gdy patrzysz komuś w oczy, to nie widzisz jego pleców. 
Gdy patrzysz na krajobraz, leżąc na łące, doskonale zdajesz sobie sprawę, że z lotu ptaka świat wygląda zupełnie inaczej. Nie tak natomiast rzecz ma się ze słuchaniem. Słuchając, docieramy poza to, co jest zewnętrzne, i potrafimy wydobyć prawdę, wewnętrzną istotę rzeczy. W pewnym sensie słuchanie obiektywizuje rzeczywistość. Słuchając kogoś, poznajesz osobę właśnie jako osobę — uświadamiasz sobie jej przeżycia, troski, radości, problemy... Rozmawiając z kimś, doświadczasz obecności drugiej osoby, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że słowa przekazują coś więcej niż tylko to, co znaczą...

Ciekawe...

Jest coś jeszcze... Zauważ, że nasz wzrok utrwala obrazy, czyli robi jakby stop-klatki rzeczywistości, dzięki którym nasze wyobrażenie o świecie jest w miarę uporządkowane. Ale w odniesieniu do Pana Boga takie porządkowanie i systematyzowanie jest dość niebezpieczne — grozi tym, że człowiek zatrzyma się na poziomie idei i własnych wyobrażeń o Bogu. Gdyby coś takiego miało miejsce, oznaczałoby to duchową śmierć... Stąd — mówi Stary Testament — zobaczenie Pana rzeczywiście grozi śmiercią, natomiast słuchanie Jego głosu to droga życia. Przypomnij sobie słynne Credo Izraelitów: Słuchaj, Izraelu, Pan jest twoim 
Bogiem... (Pwt 6,4).
 
„Gdy zaś Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: «Mojżeszu, Mojżeszu!» On zaś odpowiedział: «Oto jestem». Rzekł mu Bóg: «Nie zbliżaj się tu! Zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą»” (Wj 3,4-5). Gest zdjęcia sandałów jest znakiem szacunku, prawda?

Właściwie trudno tu mówić o szacunku w potocznym rozumieniu tego słowa. Gdy człowiekowi ukazuje się Bóg, wówczas reakcją nie jest taki szacunek, jaki okazujemy sobie, spotykając się na ulicy, lecz poczucie egzystencjalnej trwogi i lęku. Izajasz po spotkaniu z Panem krzyczał: I powiedziałem: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!” (Iz 6,5).

Mojżesz — podobnie — zasłania sobie oczy i boi się spojrzeć...

Rabin Izaak Cylkow, komentując ten werset, napisał, że przystęp do miejsca, w którym objawia się majestat Boży, jest śmiertelnemu i grzesznemu człowiekowi wzbroniony. Takie przekonanie nie jest przecież kwestią jakiegoś arbitralnego zakazu, lecz raczej naturalną reakcją płynącą — powiedziałbym — z natury tej niewyobrażalnej, ale dobrze wyczuwalnej różnicy panującej między istnieniem Boga i człowieka. Rzecz jasna, nie oznacza to, że nasze odniesienie do Boga ma być więzią zbudowaną na strachu czy lęku. Stąd jako odpowiedź na wołanie Izajasza możemy przeczytać słowa Boga z Księgi Ozeasza: Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja — Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,9).

Mojżesz bał się spojrzeć na Boga, a żydzi do dziś nie wypowiadają imienia Boga — Jahwe. Znaczenie takiego zwyczaju jest podobne, prawda?

Zgadza się. Izraelici imię Jahwe wypowiadają jako ’ādōnāy, co zazwyczaj tłumaczy się jako Pan. Zresztą, nie tylko Izraelici... Od niedawna, bo od września 2008 roku, na polecenie papieża 
Benedykta XVI także w naszej liturgii imię Jahwe powinno być zawsze zastępowane słowami: Pan, ’ādōnāy lub kýrios.


Tło rozmowy Boga z Mojżeszem tworzą symbole. Góra to miejsce, gdzie niebo styka się z ziemią, gdzie to, co ludzkie, dotyka i spotyka się z tym, co Boskie. Pustynia jest miejscem ciszy, z którego Bóg przemawia do serca człowieka.  No i ogień... Jak należy rozumieć symbol ognia?

Zależy, czy chcemy zrozumieć ten symbol w odniesieniu do Pana Boga, czy do człowieka. Akurat w tym opowiadaniu obydwie drogi są możliwe.

W odniesieniu do Boga?

Ogień jest czymś nieuchwytnym, czymś, co istnieje, a jednocześnie nie JEST tak, jak jest każda inna rzecz — nie ma stałej konsystencji i trudno go jakość zmierzyć czy ogarnąć. Co więcej, jakakolwiek rzecz dotknięta ogniem, zmienia swą postać. Ogień jest piękny, ale — zwróć uwagę — jest pięknem, którego ty nie możesz dotknąć, gdyż cię zniszczy... Jest nieposkromionym żywiołem — w jednej chwili może się rozprzestrzenić i ogarnąć wszystko inne... Daje ci ciepło, jest więc źródłem energii, oświetla, ale jest też pewna granica, której nie możesz przekroczyć, zbliżając się do ognia.

Można też powiedzieć, że ogień jest czymś najbardziej tajemniczym — promieniuje, oświetla i w tym sensie jego istnienie jest bardziej ewidentne niż cokolwiek innego. Z innej strony, właśnie przez to, że nie można się do niego zbliżyć, nie można go dotknąć, pozostaje jakąś niezbadaną tajemnicą...

Tak. I właśnie dlatego symbol ognia pojawia się w Biblii wraz imieniem Boga — z imieniem Jahwe. Jest to imię, które — jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego — właściwie stanowi odrzucenie jakiegokolwiek imienia.

To znaczy?

Słowo Jahwe jest imieniem Boga. Ale gdy się uważnie zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że to imię... nic nie mówi. Właściwie więcej ukrywa, niż ujawnia.

Zazwyczaj tłumaczy się, że imię to pochodzi od hebrajskiego „jestem, który jestem”, prawda?

Tak. Wierz mi, setki tysięcy stronnic zapisano, próbując wytłumaczyć etymologię i znaczenie sformułowania: ’ehyeh ’ăšer ’ehyeh.  Zastanawiano się nad możliwością wyprowadzenia znaczenia ’ehyeh z języka egipskiego. Przez jakiś czas sądzono, że źródłosłowem jest w tym przypadku rdzeń hwh, który może oznaczać: upaść — Bóg, który trzęsie ziemią — lub: kochać z pasją — Bóg, który kocha z oddaniem. Dziś w dyskusji większość naukowców nie kwestionuje twierdzenia, że chodzi tu raczej o rdzeń: hyh — być. Ale jak przetłumaczyć imię? Jestem tym, który jest? Jestem tym, co jest? Jestem będącym? Jestem, który jestem? Z punktu widzenia filologii wszystkie rozwiązania są poprawne. Problem tkwi jednak gdzieś indziej... Otóż, gdy powiesz komuś: ja jestem..., wówczas twój rozmówca będzie oczekiwał, że dokończysz zdanie i powiesz, kim jesteś. Bo dopiero druga część zdania wniesie istotne informacje dotyczące treści, czyli tego, co o sobie chcesz powiedzieć: ja jestem... mężczyzną, mieszkańcem Krakowa, studentem itd. Tradycja scholastyczna słusznie rozróżniała istnienie — to, że coś jest — i istotę — to, że coś jest czymś. Wprawdzie myśl biblijna daleka jest od rozważań metafizyków, to jednak faktem jest, że imię Boga nie mówi, kim lub czym On jest w sensie treściowym. To imię nic nie odkrywa. Wprost przeciwnie — zakrywa... Czytając imię Jahwe, możemy powiedzieć za prorokiem Izajaszem: Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Zbawco! (Iz 54,15). Stąd uważam, że zwyczaj Izraelitów, by nie wypowiadać imienia Jahwe, w pewnym sensie lepiej współgra ze znaczeniem słowa. Mówienie ma za zadanie odkrywanie treści, natomiast milczenie skrywa w sobie niedostępną tajemnicę albo jest znakiem czegoś, czego nie da się powiedzieć...

Mówiąc Mojżeszowi swoje tajemnicze imię, Bóg — mimo wszystko — daje się jakoś poznać — przypomina przeszłość: „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba” (Wj 3,6), a następnie daje obietnicę dotyczącą przyszłości: „...i będę z tobą” (Wj 3,12).

Ale widzisz, to już jest zupełnie inne i — powiedziałbym — bardziej właściwe podejście do problemu. Jeśli ktoś usiłuje za wszelką cenę wyłuskać z imienia Boga coś odnoszącego się do Jego istoty, oznacza to, że taka osoba ma dość statyczny sposób rozumienia tego, czym jest objawienie. Lecz spójrz: imię Boga zostało wyrażone czasownikiem, a nie rzeczownikiem! Myśl biblijna — jak właśnie zauważyłeś — ma charakter dynamiczny. Bóg jest z człowiekiem, a to znaczy, że tak osobista historia każdego człowieka, jak i historia całego narodu, jest historią zbawienia. Uczestnicząc w historii, człowiek poznaje, kim jest Bóg. Dlatego Izraelita by powiedział: Chcesz mi powiedzieć coś o Bogu? Więc opowiedz mi twoją historię zbawienia. Opowiedz, czego Pan dokonał w historii twoich przodków. Rozumiesz, dlaczego Biblia została spisana jako historia? J.B. Metz bardzo trafnie powiedział, że biblijna koncepcja objawienia opiera się na trzech filarach, którymi są: wydarzenie, pamięć i narracja.

Wróćmy jeszcze do symbolu ognia. Powiedziałeś, że można go odnosić także do człowieka...

Zgadza się. W nurcie takiej interpretacji nasze opowiadanie staje się locus classicus całej wschodniej i zachodniej tradycji mistycznej. Motyw krzewu gorejącego jako symbol doświadczenia mistycznego jest chętnie komentowany przez wielu wybitnych teologów i mistrzów życia wewnętrznego.

Chodzi o to, że doświadczenie to jest tak dogłębne i intensywne?

Tak. Mistycy są ludźmi, którzy — podobnie jak Mojżesz — w swoim życiu na własne oczy ujrzeli Boży płomień miłości. Co więcej, ten płomień dotknął ich, oczyścił, oświecił i przemienił całe istnienie. Pozwól, że zacytuję tylko pierwsze wersety przepięknego poematu Jana od Krzyża...

O żywy płomieniu miłości,
Jak czule rani siła żaru Twego
Środka mej duszy najgłębsze istnienie!
Bo nie masz już w sobie bólu żadnego!
Skończ już! — Jeśli to zgodne z twoim pragnieniem!
Zerwij zasłonę tym słodkim zderzeniem!

Można powiedzieć, że dzieła świadków Bożego Ognia — mam na myśli pisma Orygenesa, Pseudo-Dionizego Areopagity, Jana od Krzyża, Teresy, Simone Weil czy Chiary Lubich — są niczym innym, jak wołaniem za prorokiem Izajaszem: Kto z nas wytrzyma przy trawiącym ogniu? Kto z nas wytrwa wobec wieczystych płomieni? (Iz 33,14). Z kolei tradycja Wschodu, idąc za tą samą intuicją, krzewem gorejącym nazywa Matkę Bożą. Najświętsza Dziewica — powie św. Hezychiusz z Jerozolimy — nosiła w łonie Boga — płonącą Miłość, ale ów Ogień nie spalił Jej ani nie zniszczył. Wydała na świat Syna Bożego, lecz pozostała dziewicą. Stąd w tradycji wschodniej Bogurodzica chętnie jest ukazywana w ikonie zwanej Krzak płonący. Matka Boża z Dzieciątkiem, tzw. typ Hodegetria, jest umieszczona w centrum, zaś tło tworzy gwiazda złożona z dwóch kwadratów — zielonego i czerwonego. Zieleń to symbol krzewu, zaś czerwień — znak płomienia. 
Całości dopełniają przedstawienia motywów Starego Testamentu: Mojżesz pod krzakiem gorejącym, drabina Jakuba, brama Ezechiela i różdżka Jessego. Ta sama myśl zawiera się w przepięknym hymnie bizantyjskim ku czci Bogurodzicy...

Cień prawa skrył się, gdy nadszedł czas łaski:
Podobnie jak krzak płonął, a nie spalał się,
Tak Dziewica porodziła i pozostała Dziewicą.
Ze słupu ognia powstało Słońce sprawiedliwości,
Miejsce Mojżesza zajmuje Chrystus — zbawienie naszych dusz.

Wracając do tekstu Biblii, chciałbym zauważyć, że Mojżesz mimo wszystko boi się... Powiem więcej: ten jego lęk jest tak bardzo ludzki.
 
Autor natchniony jest tu mistrzem pióra i świetnie zarysowuje psychologię opowiadania. Wypowiedzi Mojżesza są krótkie, ale impulsywne — tak, jakby Mojżesz chciał się przed czymś bronić i uciec... Za to wypowiedzi Boga są długie, łagodne, pełne cierpliwości... Dwa rodzaje głosów nakładają się na siebie i oto Mojżesz w tak pomyślanej narracji stopniowo ulega Panu.

To, przed czym najbardziej się bronił, to zadanie, które teraz otrzyma. Bóg mówi mu: „Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu” (Wj 3,10), a Mojżesz na to: „Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?” (Wj 3,11). Szczerze mówiąc, nie dziwię się takiej reakcji. To było dość ryzykowne...
 
No... Z punktu widzenia realiów historii pójść do faraona i żądać wypuszczenia niewolników na wolność oznaczało w zasadzie to samo co popełnić samobójstwo. Lecz przypomnę to, co powiedziałem na początku naszej rozmowy: w Księdze Wyjścia konfrontacja życia i śmierci ukazana jest zawsze w taki sposób, że siły śmierci — patrząc po ludzku — są nieporównywalnie większe, a jednak nie zdołają zniszczyć życia.

Na potwierdzenie wiarygodności swych słów, Bóg obiecuje Mojżeszowi znak... Ale dziwny jest ten znak — ma być nim właśnie to, że Izraelici opuszczą Egipt.

No więc właśnie... Czytając Biblię, przyzwyczailiśmy się do klasycznych znaków, które są uwiarygodnieniem i jakby przedsmakiem tego, co dopiero ma się stać. Przypomnij sobie np. słynne runo Gedeona z Księgi Sędziów (por. Sdz 6,34-40). Tymczasem tu znak dany przez Boga nie wyprzedza wydarzeń, lecz znakiem ma być samo wydarzenie. Autor biblijny chce nam najprawdopodobniej powiedzieć, że oto Bóg próbuje przygotować Mojżesza do jego nowej misji. Chce nie tylko wprowadzić go w przygodę wiary, lecz od razu chce go wrzucić na głęboką wodę. W końcu Mojżesz za chwilę podejmie się jednego z najważniejszych zadań w całej historii zbawienia! Będzie musiał wyprowadzić Izraelitów z Egiptu i doprowadzić ich do Ziemi Obiecanej. Zgodzisz się mną, że do tak ważnej misji musi być powołany ktoś zaufany i dobrze wypróbowany...

Czyli w pewnym sensie Mojżesz odkrywa tutaj swoje powołanie?

Tak, oczywiście. Z punktu widzenia gatunków literackich mamy tu narrację zawierającą elementy typowe dla biblijnych opowiadań o powołaniu. Spójrz na samą formułę wprowadzającą: Pan zawołał: „Mojżeszu, Mojżeszu!”; On zaś odpowiedział: „Oto jestem” i porównaj ją z innymi opowieściami tego typu... Albo porównaj nasze opowiadanie z opowiadaniem o powołaniu proroka Jeremiasza. Zobaczysz, jak wiele wspólnych elementów mają te fragmenty.



Jest jeszcze inna rzecz dotycząca powołania Mojżesza — ciekawostka, którą w swym komentarzu do Księgi Wyjścia zauważył i opisał B. Childs. Otóż nie wiem, czy zwróciłeś kiedyś uwagę, że często jest tak, iż gdy ktoś o czymś mówi lub pisze, nieświadomie w swojej wypowiedzi powtarza pewne utarte zwroty i słowa. Często są to jakieś ulubione powiedzenia, a niekiedy słowa wyrażające trochę to, co kryje się w podświadomości mówiącego.

Niektóre testy psychologiczne polegają na analizie słów spontanicznie wypowiadanych i powtarzających się w wypowiedzi kogoś, kto nie do końca jest świadom, że je powtarza...
 
No więc właśnie... Trochę podobnych analiz można dokonać na gruncie filologii. Otóż chodzi o to, by z narracji, która z natury rozwija się w sposób linearny, wyłowić wyrazy powtarzające się lub bliskoznaczne, a następnie zastanowić się, czy można je uporządkować według jakiś kryteriów. Językowcy mówią o tzw. grupach semantycznych. Jeśli jest to możliwe, wówczas zdefiniowane grupy słów mogą być cenną wskazówką w interpretacji tekstu, z tym że informacja w nich zawarta nie należy już do poziomu linearnej narracji, lecz jest wpisana niejako poprzecznie w opowieść. Można powiedzieć: zapisana między wierszami...






A jakiś konkretny przykład?

No więc właśnie... B. Childs zauważył, że w naszym opowiadaniu jest wiele terminów znaczeniowo należących do tych samych rodzin wyrazów. To zaintrygowało go do tego stopnia, że postanowił je wszystkie wypisać. I wtedy okazało się, że słowa te tworzą cztery bardzo wyraźne grupy tematyczne: terminy związane z czasownikiem widzieć, słowa odnoszące się do misji, terminy nawiązujące do problemu wiarygodności oraz słowa związane z czasownikiem mówić. Co więcej, kolejne grupy semantyczne nie nakładają się na siebie, tylko następują w toku narracji jedna po drugiej, w takiej kolejności, jak je wymieniłem.

Do jakich wniosków prowadzi taka analiza?

Bóg odkrywa przed Mojżeszem jego powołanie i powierza mu bardzo ważną misję. Narracja jest — że tak powiem — jednym kanałem informacji, które autor przekazuje czytelnikom. 
Ale drugim kanałem są grupy semantyczne. Wpisana w nie została jakby wewnętrzna struktura powołania Mojżesza, czy — mówiąc dobitniej — duchowa dynamika, która musi się dokonać w naszym bohaterze, by to powołanie zostało przez niego w pełni odczytane. Otóż powołanie przychodzi z zewnątrz, czyli od Boga. Człowiek nie jest w stanie sam go sobie wypracować. By je odczytać, trzeba wpatrywać się w Bożą rzeczywistość, kontemplować ją, czytać Jego znaki... — to jest pierwsza grupa semantyczna. Wraz z powołaniem przychodzi zrozumienie misji, jaką Bóg powierza człowiekowi. Bóg posyła, trzeba więc być gotowym, by wyjść z dotychczasowej sytuacji, iść gdzieś, gdzie jest mniej wygodnie, podjąć ryzyko, działać w imieniu Boga — tu mamy wszystkie te słowa z drugiej grupy znaczeniowej. Wszystko, co zaczyna się dziać w życiu człowieka, oprócz zwykłego, widocznego znaczenia, ma głębszy sens — jest znakiem obecności Boga. Z tym że by móc to dostrzec, trzeba na życie spojrzeć oczyma wiary. I oto mamy trzecią grupę semantyczną — słowa związane z wiarą i wiarygodnością: wierzyć, słuchać, znak... Czwarta grupa terminów — słowo, mówić, usta, język — przypomina, że człowiek jest posłany przez Boga do innych osób. To, co sam zrozumiał w spotkaniu 
z Bogiem, ma teraz głosić innym...

Ciekawy sposób czytania tekstu... Natomiast jeśli chodzi o powołanie... Trudno mi jakoś ogarnąć umysłem radykalizm tego momentu, jaki przeżył Mojżesz. „Idź teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu”... W opowiadaniu to jest tak powiedziane, jakby chodziło o pójście na spacer czy na zakupy. A przecież w życiu Mojżesza dokona się teraz prawdziwa rewolucja! Od tego momentu będzie kimś zupełnie innym!

Kimś innym, a jednocześnie dalej sobą. Spójrz, Mojżesz przychodzi przed Boga jako pasterz — przychodzi z laską w ręku. I odejdzie także z laską, lecz jako pasterz narodu Izraela. Nawet w tych najbardziej rewolucyjnych pomysłach Pana Boga zawsze jest jakaś ciągłość. Nawet gdy życie pozornie wywraca się do góry nogami, to potem okazuje się, że wiele wcześniejszych wydarzeń było przygotowaniem do tego, co przyszło potem i co wyjaśniło sens niezrozumiałych dotąd faktów. Z perspektywy czasu wiele spraw wygląda inaczej. Stąd M. Heidegger mówił, że ostatecznie sens życiu człowieka nada... śmierć. I w narracji literackiej jest podobnie. Późniejsze opowieści odkrywają głębszy sens tego, co było wcześniej i co stanowiło drogę późniejszych wydarzeń. W ten sposób tworzy się niewidzialny świat literackich znaczeń i odniesień. Jeżeli chcemy opowiadanie o gorejącym krzaku odczytać w całej pełni znaczenia, musimy uchwycić odpowiednią perspektywę, czyli zająć się tym, co ono zapowiada. Zresztą, w tym sensie dość istotny jest sam symbol krzaku...

Krzaku?

Krzew, w którym Mojżesz ujrzał Boga, rósł blisko Bożej góry Horeb, czyli w okolicach Synaju (hebr. sînāy). Gdy mówiliśmy o różnych symbolach, zapomniałem wspomnieć, że słowo krzak po hebrajsku to seneh. Ten termin podpowiada, gdzie teraz powinniśmy się udać...

0 komentarze: